Dorzuć się do puszki WOŚP

Dwa indywidualne roszczenia

Marek Świerczyński

 9 września 2009    20:07

Na fali roszczeń, które jak kraj długi i szeroki, nie dają władzom spokoju, może i ja coś skorzystam. Tu stoczniowcy, tam pielęgniarki, tu chcą obwodnicy, tam przeciw obwodnicy protestują, to znowu plac zabaw dla dzieci. No, jak w grę wchodzą dzieci, to sukces zapewniony.

Podobno, nawet w Polsce zdarza się, że dzieci głodują, ale jak to dzieci, nawet głodne, pobawić się rade. Zabawa zawsze miała mocne miejsce w naszej obyczajowości i nie zniechęcały nas do niej żadne okoliczności, ani niewola, ani kryzysy, ani trudności finansowe.

Naszym obywatelom spodobał się plac zabaw w Legionowie, u nas też ma być taki. Dobrze, że nie zauważyli wodotrysku przed legionowskim ratuszem, dopiero by burmistrz miał kłopot, bo gdzie tu u nas wodotrysk, toć miejsca nie staje.

A teraz moje dwa indywidualne roszczenia.

Pierwsze to z dziedziny ekologicznej. Mieszkam w pobliżu pięknego, starego kasztanowca. Właściwie piękny to on był kiedyś. Teraz zdarza mu to się tylko w porze wiosennej. Potem, zresztą wszyscy wiedzą, co jest z tymi drzewami potem, szkoda opisywać.

Wzruszają mnie usiłowania naszych speców od zieleni. Te plasterki są wzruszające. Ale brudzą!. Kiedyś na cmentarzu otarłem się rękawem i bluza nadaję się tylko do prac w ogrodzie. Owszem, coś się tam do plasterków przykleja. Ale czas już chyba zauważyć, że to nic nie daje i dać sobie spokój.

Fachowcy mówią, że spadłe liście należy palić. Kiedyś spróbowałem, ale zaraz przyjechał policjant i kazał zgasić. Co gorsza zapowiedział, że jak dalej będą skargi, to zapłacę 200 złotych.

Chore drzewa przestały być ozdobą, nie spełniają swojej roli, jaką jest asymilacja dwutlenku węgla. Chyba sytuacja dojrzała do tego, żeby zdecydować: leczyć, czy usunąć. Jeśli leczyć to bez markowania działań, jakim jest oklejanie plastrami. Trzeba zwrócić się do fachowców z prawdziwego zdarzenia, przeznaczyć na to odpowiednie środki w budżecie i nie udawać, że się coś robi.

Wokół takiego drzewa uwija się chmara drobnych owadów, sprawców tego nieszczęścia. Stworki te są bardzo kłopotliwe, wciskają się do mieszkań i samochodów. Drobne to takie i nie sposób zauważyć, kiedy człowieka obsiądą. Człowiek czuje, że coś po nim łazi, odpędza to, a za chwilę czuje, jak coś dokucza mu w innym miejscu. Całe szczęście, że nie żądlą, ale i tak są wystarczająco kłopotliwe. Otwieranie okien jest ryzykowne, trzeba sprawdzać kierunek wiatru.

Znana jest troska naszego ekologa o drzewa. Zaznacza się ona najlepiej w przypadkach, kiedy właściciel działki usunie rosnące na niej "własne" drzewo, które często sam, przed laty posadził. Sroga kara go nie minie. Tak zwane kasztany, tej troski nie doświadczyły.

Drugą sprawą jest plac targowy w Pustelniku. Teraz, kiedy w Markach targowisko nabrało europejskiego blasku, to w Pustelniku wygląda, jakby było przeniesione z Bangladeszu (niech mi obywatele tego kraju wybaczą). W czasie upałów kurz, w czasie słoty brodzenie w kałużach. Plac częściowo porośnięty chwastami, w których spokojnie gniją niesprzątnięte odpadki.

W niedzielny poranek idący do kościoła, mogą obserwować dobroczynną rolę, w utrzymaniu higieny tego miejsca, jaką spełniają ptaki. Miasto nasze rozwija się, przybywa nowych mieszkańców, w dni targowe ruch duży, ale jakoś nikomu nie przeszkadza, że zakupy żywności odbywają się tu w warunkach odbiegających od standardów podstołecznego miasta.

Fakt, że targowisko do tej pory funkcjonuje i nie uległo zamknięciu zawdzięczamy tylko szczęśliwie wybranemu dniu tygodnia, w którym jest czynne. W soboty, wiadomo - weekend, urzędnicy grillują. Nie trudno zgadnąć, z jakim odbiorem społecznym spotkałaby się decyzja o zamknięciu targowiska.

Te dwie sprawy nurtują mnie od dawna, zdaję sobie jednak sprawę, że potrzeby Marek są ogromne. Mamy duże zapóźnienia cywilizacyjne, a każdy dopędzający cywilizację krok, wymaga pieniędzy. Dlatego wybór tego, co najpilniejsze, pozostawiałem sprawującym władzę.

Znaleźli się jednak ludzie, którzy energicznie i z dużym znawstwem wzięli się za realizację swoich pomysłów. Pewnie rada będzie debatowała nad decyzją o budowie niezbędnego, jak to się nam przedstawia, i trafiającego w oczekiwania dużej grupy mieszkańców miasta, placu zabaw. Może wtedy też weźmie pod uwagę i inne możliwości wyciągnięcia nas z cywilizacyjnego zacofania.

Moje roszczenia dotyczą znacznej części naszej populacji i mam nadzieję, że podobnie myśli wielu mieszkańców naszego miasta.

Jeśli ktoś pomyślał, że swój pomysł zamierzam zdyskontować w najbliższych wyborach, jest w błędzie, nie będę nigdzie kandydował. Zbliża się okres, że różne pomysły, będą się pojawiały jak grzyby po deszczu i ludzie powinni wiedzieć, czy zrodziły się one z autentycznej troski o ogólne dobro, czy są tylko sposobem na zwrócenie na siebie uwagi wyborców.

Marek Świerczyński

Galeria

Komentarze:

Zastrzeżenie

Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących — redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ACTIVENET - strony www, sklepy internetowe - Marki, Warszawa

skocz do góry