Powódź - Sokolniki 2010 - Relacja Pawła Rękasa....

Krzysztof Bychowski

 25 maja 2010    22:41

Środa 19 maja 2010 r. jest dniem który zostanie zapamiętany przez mieszkańców Sokolnik przez bardzo długi czas. Nie tylko Sokolnik... ale jako mieszkaniec tej właśnie miejscowości mogę napisać jedynie o swoich odczuciach. W tym właśnie dniu po raz drugi ( pierwszy raz w roku 2001) nawiedziła nas powódź...ale tym razem siejąc spustoszenie w całej wsi, a nie - tylko tak jak w 2001 roku ? tam, gdzie domy są położone niżej ze względu na ukształtowanie terenu.

Podczas, gdy przerywało wał na rzece Trześniówce wielu mieszkańców znajdowało się w swoich domostwach nie mając pojęcia, że czeka ich taka tragedia. Z relacji sąsiadów wiem, że na mojej ulicy, czyli Zastawie, nie zostali poinformowani o tym, że wał został przerwany i należy się ewakuować. Mam potwierdzenie u mojej mamy, która w tym czasie znajdowała się w domu i tylko dlatego zdążyła się ewakuować, że mój znajomy będąc na wale, który przerwało, dał mi o tym znać....Więc w Warszawie informacja była wcześniej niż w miejscowości którą zaraz miało zalać.

W czwartek zaczęła się ewakuacja ze śmigłowców osób, które nie zdążyły, a poziom wody zagrażał ich bezpieczeństwu, bo woda oscylowała w granicach 3-9 metrów....Pomoc zaczęła się wtedy, gdy jeden z mieszkańców zgłosił brak pomocy w tvn24 i wtedy właśnie ta telewizja miała spory wpływ na to, że ktoś zaczął pomagać.

W piątek, kiedy chciałem dostać się do domu, straż dowoziła osoby bardzo niechętnie, ale po wielu prośbach i staniu w kolejkach trwających po kilka godzin udało się dotrzeć na miejsce.

W sobotę przepływało kilka łódek z ?darami dla powodzian? ale niestety tak jak w 2001 roku trafiają one w ręce osób, których znajomi pływali tymi łódkami lub terenów, w których woda już nie była groźna. W sobotę wieczorem moja mama dotarła do naszego zalanego domu i została w nim, gdyż dużo się słyszało o próbach szabrownictwa na terenach zalanych.

W niedzielę, chcąc podać mamie najpotrzebniejsze rzeczy, nie miałem takiej możliwości, gdyż nikt nie pływał udzielając pomocy...Musiałem pokonać 100 km, żeby dotrzeć do miejscowości Gorzyce...gdzie też nikt nie chciał pomóc mówiąc, że w ogóle nie ma takiej możliwości...Na szczęście spotkałem znajomego ,który ma wielu znajomych w gminie i on wracając do domu zabrał przesyłkę dla mamy.

Mówiąc o poniedziałku mam na myśli zero jakiejkolwiek pomocy. Na łódce i silniku który pomogli nam zdobyć nasi przyjaciele, mogliśmy dotrzeć znowu z dostawą żywności do najbliższych. Nie widząc po drodze żadnej łódki straży, wojska, policji czy innych służb. Wracając na ląd widzieliśmy wielokrotnie gdzie trafiają dary dla powodzian. Czyli tak jak w 2001 roku do osób, których woda nie zalała lub mieli ją na podwórku po kostki. A samochody dojechały tylko tam gdzie nie ma wody i rozdawały tym właśnie osobom wodę i jedzenie. Wracając do soboty gdzie ta pomoc chodź znikoma to była....to strażacy pływając po głównej drodze rozdawali dary tym samym osobom, a na ulicach bocznych przepływali mówiąc że niestety już nie mają...


Kolejny fragment - dopisany 27 maja 2010

Poniedziałek nie różni się niczym od poprzedniego dnia?czyli zero jakiejkolwiek pomocy na terenie najbardziej zalanym i tylko amfibie kursujące po odcinku drogi gdzie wody już nie ma. Trzeba działać na własną rękę jeśli chodzi o dostanie się do swojego zalanego domu. Bardzo mocny wiatr wcale tego nie ułatwiał.

Wtorek to znaczny spadek wody?i straszny widok tego co woda odsłoniła?Czyli wszystko to na co kiedyś wszyscy pracowali?teraz nie nadaję się do jakiegokolwiek użytku?Fatalny zapach i widok, tak w skrócie wyglądał wtorek.


Środa to jeszcze trudniejsza przeprawa do domu ponieważ poziom wody na tyle zróżnicowany że ciężko się dostać do domu. A środa to dzień matki, więc trzeba jakoś się dostać do domu, gdzie najważniejsza osoba w życiu każdego człowieka się znajduje. Czyli najpierw przeprawa traktorem gdzie woda jest niższa, następnie wmówienie strażakom którzy wybierali się do Gorzyc że pokaże im dogę na skróty jeśli Mnie zabiorą do domu a poźniej wchodzenie po ogrodzeniu i balkonie do domu.

Czwartek to dzień w którym oczyszczanie wnętrza domu można zacząć na dobre. Czyli dostawa takiego sprzętu jak: agregat, karcher i środki czyszczące do domu, łódką na wiosła, ponieważ nigdzie w pobliżu nie widać straży która by w tym pomogła. W trakcie tych kursów widok telewizji która na suchym terenie filmowała to jak ludzie odbierają dary i jedzenie dla swoich zwierząt i nagrywanie jak my próbujemy zapakować sprzęt na łódkę. W pewnym momencie moja propozycja żeby popłynęli tam gdzie jest woda i gdzie nikt nie dopływa i odpowiedź pana z TVP1 że nie mają się tam jak dostać i oni muszą to nagrać jak wspaniała jest pomoc... Ręce czasami opadają ale trzeba myśleć o tym jak uratować to co żywioł zniszczył...

Kolejną rzeczą która rzuca się w oczy... to jak ludzie za kawałek chleba, wody bądź konserwy wyzywają się, biją i niejednokrotnie wyrywają z rąk... Straszny widok ale prawdziwy. Część ludzi wraca do domów żeby pracować, część liczy że konserwy i wodę i że to wszystko naprawią... Na szczęście ja i moja rodzina możemy się skupić na czynnościach które uratują jakoś nasz dom a to tylko dzięki pomocy moich przyjaciół i ludzi z wielkim sercem których do końca życia będę dłużnikiem. Tracąc wszystko nie można stracić nadziei... nadziei na lepsze jutro...


Paweł Rękas



Relacja Pawła Rękasa, nauczyciela jednej z mareckich szkół, który pochodzi z Sokolnik, wrócił do rodzinnej wsi i pomaga powodzianom.
My też możemy im pomóc >> Mieszkańcy Marek dla powodzian z Sokolnik i Sandomierza


Galeria

zdjecie

Krzysztof Bychowski

Rednacz portalu, jeden z jego pomysłodawców i twórców - odpowiedzialny za stronę techniczną i organizacyjną całego przedsięwzięcia.

Mieszkaniec Marek od 1995 roku, właściciel firmy zajmującej siętworzeniem stron internetowych - ACTIVENET www.avn.pl

@ RedNacz małpa marki kropka net kropka pl, 501 271 048

www.avn.pl

Komentarze:

Zastrzeżenie

Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących — redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ACTIVENET - strony www, sklepy internetowe - Marki, Warszawa

skocz do góry