List z podróży do Sokolnik

Krzysztof Bychowski

 18 czerwca 2010    18:05

DSC04925Wczoraj Wasze dary dojechały do powodzian. Byliśmy świadkami heroicznej pracy mieszkańców, próbujących pozbierać się po kataklizmie. Ostatni etap podróży w zasadzie przebyliśmy w milczeniu obserwując tereny, które zalała woda. Widok to przerażający i przygnębiający. Większość pól uprawnych i łąk ma barwę brunatno-szarą, gdzieniegdzie prześwitują korony drzew, których zieloność garnie się do słońca. Płoty i bramy posesji powyginane i zrujnowane. Na domach widać linie, które jak poziomice wskazują głębokość wody. Czujemy się jak na innej, obcej planecie. Nasz konwój porusza się powoli, dojeżdżamy do skrętu drogi, na którym ktoś postawił karton z napisem FURMANY i strzałką w prawo. Nie ufamy takim drogowskazom- widzieliśmy po drodze wiele uszkodzonych ulic, jedziemy prosto główną nadkładając drogi.

Wjeżdżamy do Sokolnik. Mieszkańcy, widząc samochód ciężarowy kierowany przez Piotra, pytają co przywieźliśmy i gdzie będzie rozładunek - mówimy, że w szkole i jedziemy dalej. Mijamy kolejne posesje i działki. Wszędzie uwijają się ludzie. Łopatami na taczki ładują muł i szlam z zalanych domów. Pootwierane na oścież okna. Kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi, spaleni słońcem cierpliwie oczyszczają swoje domy i ogrody. Wzdłuż drogi piętrzą się pryzmy śmieci. Meble, sprzęty domowe i niemożliwe do zidentyfikowania rzeczy poukładano wzdłuż drogi z nadzieją, że ktoś kiedyś wywiezie je na wysypisko śmieci. Szaro-brunatny kolor dominuje. Zielenią się tylko wierzchołki drzew. Patrzymy na to jak zamurowani i serca ściska nam bezradność.

Dojeżdżamy do szkoły - tam czekają na nas pani dyrektor Kazimiera Dziura i delegacja mieszkańców z ulicy Zastawie. Parkujemy na terenie szkoły. Edyta robi zdjęcia. Razem z mieszkańcami zaczynamy wyładunek. Pomagają nam dziewczyny osadzone w zakładzie karnym. Jakże one są silne! Wynoszą z samochodu i dźwigają do szkoły meble, kartony, worki, które jeszcze wczoraj załadowaliśmy na Marcovii razem z harcerzami z ZHR z drużyny druha Adama. To wolontariuszki. Od początku powodzi pomagają mieszkańcom Sokolnik. Sympatyczne, uśmiechnięte, skromne i bardzo pracowite wykonują robotę godną najsilniejszych mężczyzn. Pomau sala zaczyna się zapełniać. Segregujemy worki z odzieżą, kartony ze spożywką i z chemią, artykuły dla dzieci na odrębne stosy. Wszystko mamy podpisane i to pomaga w selekcjonowaniu darłów.

Rozmawiam z mieszkankami z Sokolnik. Mówią, że jeszcze wiele osób nie ma łóżek do spania i te meble, które przywieźliśmy, trafią do tych właśnie rodzin. Mieszkańcy są zorganizowani i solidarni. Są zaskoczeni ilością pudeł i worków. Tłumaczymy im, że zbieramy dary od momentu pierwszego zalania, druga powódź uniemożliwiła nam transport i teraz przywieźliśmy z Marek wszystko razem. Dziękują serdecznie i już planują, w jaki sposób podzielą dary pomiędzy potrzebujących. Ciężarówka opróżniona, a sala lekcyjna wypakowana po brzegi.

Przywieźliśmy posegregowaną odzież, środki czystości, artykuły higieniczne, odżywki dla dzieci, artykuły spożywcze, pościel, koce, ręczniki, zabawki dla dzieci, meble, telewizory i inne niezbędne do życia rzeczy. Pani Dyrektor zwołuje nas na herbatę. Muszę w tym miejscu wspomnieć o Niej. Jest dyrektorką szkoły od lat 80-tych. Pani Kazimiera - cudowna, ciepła i przedsiębiorcza kobieta -tryska energią i uśmiechem. W czasie powodzi nie ewakuowała się, przetrwała na strychu zalanego domu wraz z mężem i rodziną. Jak tylko zeszła woda - zajęła się szkołą. Nie załamała się również uderzeniem drugiej fali. Stanęła do pracy i razem z nauczycielami ratowała zalany budynek. Panie nauczycielki szykują dla nas poczęstunek, dokładamy swoje trzy bułki, pasztecik i drożdżówki, które wzięliśmy na drogę. Pojawiają się następni dobrzy ludzie. Konwój darów z sąsiedniej, nie zalanej miejscowości. Nauczycielki robią kanapki z mielonką, pasztetem, kawę i herbatę. Nasz nieoceniony kierowca Piotr prosi Boga o pobłogosławienie jedzenia i ludzi, którzy je przygotowali ? wszyscy częstujemy się kanapkami.

Zaczynami rozmawiać. Pani Kazimiera opowiada o nadejściu fali. O odgłosie wody piętrzącej się pod oknami. Ja rozklejam się i beczę w rękaw. Słuchamy o dzieciach, które uciekały przed wodą, o ludziach wyskakujących z samochodów i ewakuujących się na piętra budynków, o psach, których nie zdążono odwiązać od bud, o krowach, które utonęły, o koniach, świniach... Świeży chleb z mielonką staje nam w gardle. Ja znowu beczę. Jarek pyta o pomoc urzędową - okazuje się, że urzędowa jest śladowa. Większość darów napływa od zaprzyjaźnionych ludzi i instytucji, od zaprzyjaźnionych zakładów i miasteczek. To jest kropla w morzu potrzeb. Dowiadujemy się, że w Sokolnikach coraz częściej słychać sygnał R-ki. Ludzie słabną. Ogromu nieszczęścia nie wytrzymują serca starszych mieszkańców i psychika młodszych. Milczymy i czujemy bezradność...

Pani Dyrektor opowiada nam o szkole, o spotkaniach z jej patronem ks. Twardowskim, o planach dotyczących zakończenia roku szkolnego. Jest pełna wiary i choć w jej oczach widzimy wielkie zmęczenie wiemy, że ta kobieta wszystkiemu sprosta, że odbuduje szkołę. Żegnamy się niespiesznie, robimy ostatnie pamiątkowe zdjęcia. Czujemy się ugoszczeni i zaszczyceni przyjęciem, jakie przygotowali dla nas mieszkańcy Sokolnik. Żegnamy Panią Kazimierę i Jej Nauczycielki. To dumni i dzielni ludzie. Jesteśmy pełni podziwu i brak nam słów opisujących ich przedsiębiorczość, zapał i poświęcenie.

Postanawiamy przejechać przez całą wieś i udokumentować na zdjęciach ogrom zniszczenia, które uczyniła wielka woda. Po kilkuset metrach wysiadamy z auta. Patrzymy z niedowierzaniem na poziom wody na murach na nasze oko ok. 9 m. Dookoła cisza. Nie szczeka żaden pies, nie ryczy krowa, nie rży koń. Nawet cykady na łące milczą. Stoimy osłupieni. Tu nie ma żadnych cykad, pszczół, ptaków. Tu nie ma żadnych zwierząt. Wszystko utonęło w powodzi. Tu nie ma nawet mrówek. Szara maź pochłonęła wszystko. Odgłosy zwyczajne dla polskiej wsi tu nie istnieją. Tu panuje cisza przerywana odgłosem pompy, którą strażacy z OSP wypompowują wodę z pobliskiego domu... Robimy zdjęcia kolejnych zalanych ulic. Nasłuchujemy szczeknięcia psa, muczenia krowy, rżenia konia, gdakania kury...nic... tylko cisza. Od czasu do czasu przemknie samochód albo człowiek z taczką. Jesteśmy porażeni ogromem zniszczenia. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy jedynymi świadkami tej heroicznej pracy mieszkańców. Tu teraz nie dociera telewizja ? tu dociera tylko dobrosąsiedzka pomoc zwykłych ludzi z sąsiednich wsi. Dojeżdżamy do skweru, na którym stoi pomnik Jana Pawła II. Wszystko zalane wodą, ławki, huśtawki dla dzieci, tuje, latarnie...to musiało być piękne zadbane miejsce odwiedzane przez mieszkańców. Obecnie to zamulony staw, nad którym nasz papież wznosi swoją błogosławiącą dłoń....

Kiedy woda zejdzie, znowu zazieleni się trawa, zatrzepocą skrzydłami motyle i słychać będzie śmiech dzieci....kiedy woda zejdzie. Jedziemy dalej i zaczynamy liczyć psy, które zwyczajowo na każdej wiosce obszczekują auta...w Sokolnikach naliczyliśmy ich pięć. Jeden rudy, mały, podobny do szpica, drugi klasyczny kundelek z klapniętym uszkiem, trzeci piękny i rasowy wraz z małym pekińczyniem na posesji, piąty przemknął przed autem Jarka i nie wiemy, jakiej był rasy. One uratowały się z powodzi.... Robimy ostatnie zdjęcia  ulicy Zastawie i kierujemy się na Warszawę. Po drodze mijamy amfibie parkujące na stacji paliw...Kochani, nasze domy woda ominęła. Nie ewakuowano naszych rodzin, mamy swoje łóżka, książki, psy i koty...

W ostatnich słowach mojego listu w imieniu mieszkańców Sokolnik dziękuję serdecznie mieszkańcom Marek za wszystkie dary. Za wsparcie w najcięższych dniach życia i za ofiarność.

Z wyrazami szacunku Ania Banasik wraz z towarzyszami podróży Edytą Floras i Jarkiem Jaździkiem. Kierowcą ciężarówki był pan Piotr.

DSC04925

Galeria

fot. 1
zdjecie

Krzysztof Bychowski

Rednacz portalu, jeden z jego pomysłodawców i twórców - odpowiedzialny za stronę techniczną i organizacyjną całego przedsięwzięcia.

Mieszkaniec Marek od 1995 roku, właściciel firmy zajmującej siętworzeniem stron internetowych - ACTIVENET www.avn.pl

@ RedNacz małpa marki kropka net kropka pl, 501 271 048

www.avn.pl

Komentarze:

Zastrzeżenie

Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących — redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ACTIVENET - strony www, sklepy internetowe - Marki, Warszawa

skocz do góry