Dorzuć się do puszki WOŚP

Estudiantes wygrywa z mistrzem!

Mikołaj Szczepanowski MareckaLigaFutsalu

 11 lutego 2013    23:03

MLF w tym roku zaskakuje w każdej kolejce! Za nami kolejna ciekawa seria spotkań!

TITANS 15 - 6 GALACTICOS

4 kolejka MLF dostarczyła nam wielu emocji, a 5 zapowiadała się nie mniej ciekawie. Na otwarcie zmierzyły się drużyny TITANS i Galacticos. Mała różnica punktów w tabeli i wyrównane możliwości piłkarskie dawały pewność interesującego widowiska.
Spotkanie obydwa zespoły zaczęły dosyć ostrożnie, badając możliwości rywala. Młodzi Galaktyczni bardzo wysoko wychodzili do presingu, sprawiając TITANSOM sporo kłopotów w rozegraniu piłki. Być może gra wyglądałaby inaczej, gdyby od początku meczu wybiegł na parkiet Daniel Bogusz. O dziwo jednak lider klasyfikacji strzelców zaczął mecz na ławce. Jego rolę przejął na siebie Michał Myrcha, bardzo aktywny od pierwszej minuty. W tej fazie gry oglądaliśmy ciekawy pojedynek równorzędnych przeciwników. Wynik otworzył dopiero w 7 minucie kapitan Galacticos Kuba Maliński. To chyba zdeprymowało TITANS-ów, bo za chwilę nie przykryli pod bramką Bujalskiego, który trafił w słupek, a Maliński dobił bez problemu. Tym razem TITANSI lepiej zareagowali na stratę bramki, Michał Myrcha celnie przymierzył z dystansu i zdobył kontaktową bramkę. W 11 minucie ponownie urwał się Fabian Bujalski i wyłożył piłkę Malińskiemu. Mieliśmy 3:1 dla najmłodszej ekipy ligi. TITANS odpowiedzieli wysokim presingiem i ambitną walką o każdą piłkę, Galacticos próbowali grać swoje, ale powoli tracili inicjatywę. Wreszcie dał znać o sobie Daniel Bogusz, który wolno wchodził w mecz. W 17 minucie asystował przy trafieniu Sebastiana Tatunia, a dwie minuty później wyrównał wynik. Do przerwy remis 3:3 i zapowiadało się na pasjonujący pojedynek.
W drugiej połowie TITANSI kontynuowali grę wysokim kryciem, która tak dobrze sprawdziła się wcześniej. Okazało się to kluczem do sukcesu. Wprawdzie w 22 minucie niezawodny Maliński zdobył prowadzenie dla Galacticos, ale momentalnie wyrównał atomowym uderzeniem z dystansu Myrcha. Kolejne minuty to popis Bogusza, który zdobył dwa gole, a przy jednym asystował. Dzielnie wspierał go Michał Myrcha, który popisywał się bardzo groźnymi uderzeniami z dystansu. Wśród Galaktycznych dobrze wyglądała współpraca Bujalskiego i Malińskiego, ale to było za mało na TITANSI. Widać też było, że obydwie drużyny opadają z sił. Z każdą minutą na parkiecie robiło się coraz więcej miejsca. Galacticos mieli swoje okazje, które marnowali z własnej winy lub wskutek dobrych interwencji Bartosza Masiaka. W 32 minucie bramkę ponownie zdobył Maliński i było 7:5 dla TITANSów, którzy przyczaili się i czekali na kontry, którymi skutecznie punktowali młodzież. Odskoczyli na 10:5 po golach Łukasza Trzaskomy, Sebastiana Tatunia i Bogusza. W 35 minucie ładnym wolejem popisał się Bujalski. I to był łabędzi śpiew Galacticos. W ostatnich minutach zostali kompletnie dobici przez Bogusza i Myrchę. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 15:6 dla TITANSów.
W pierwszej połowie oglądaliśmy wyrównany mecz, z lekkim wskazaniem na Galacticos. Jednak druga odsłona to już kompletna dominacja TITANS. Wydaje się, że tajemnicą sukcesu było rozgrzanie się Daniela Bogusza oraz większe doświadczenie i lepsza kondycja zwycięzców. TITANS wreszcie grają na poziomie godnym ich potencjału i przyjemnie ogląda się ich poczynania. Galacticos natomiast zawiedli, zwłaszcza w drugiej połowie. Drużyna, która prezentowała ładną, zespołową grę, tym razem polegała tylko na duecie Bujalski-Maliński. Okazało się, że to za mało na takiego rywala jak TITANS.

Zawodnik meczu: Daniel Bogusz (TITANS)

8 goli i 4 asysty mówią za siebie. Spośród 15 bramek zdobytych przez jego drużynę, miał wkład w 12. Na tle silnego rywala, jakim jest Galacticos, zaprezentował się znakomicie, każdy jego kontakt z piłką oznaczał zagrożenie dla przeciwnika.

TITANS 15:

Bogusz 19, 24, 25, 34, 36, 36, 39, 40
Myrcha 9, 23, 37
Sebastian Tatuń 17, 33
Klech 31
Łukasz Trzaskoma 32

Galacticos 6:

Maliński 7, 8, 11, 22, 32
Bujalski 35

*

Lisek 10 - 14 Amators

Drugie spotkanie kolejki także zapowiadało się interesująco. Lisek to zespół ambitny, walczący zawsze do końca, jak choćby w meczu z IN-Plusem. Natomiast Amatorzy chcieli tym meczem zmazać blamaż z TITANSami. Ponadto te drużyny zajmują sąsiednie miejsca w tabeli.
Amators mieli od początku utrudnione zadanie, gdyż stawili się jedynie w pięciu zawodników. Każdy wie, że 40 minut na hali bez zmian, to duże wyzwanie kondycyjne. Lisek mógł upatrywać w takiej okoliczności swej szansy na zwycięstwo. I to właśnie Lisek świetnie wystartował, już w 1 minucie Adam Stromecki zdobył prowadzenie. Amatorzy odpowiedzieli dwiema pięknymi bramkami. Najpierw Szubierajski huknął zza połowy, zaskakując golkipera, a później Mariusz Fortuna pod bramką Liska zgasił piłkę na klatce i umieścił ją w bramce. W ogóle początek meczu należał do Fortuny, który w 4 minucie zdążył strzelić aż dwie kolejne bramki! Lisek był zaskoczony, ale nie odpuszczał. Za sprawą Wojdy i Popiela zdołał nawiązać kontakt bramkowy. Przy stanie 4:3 piłkarze Liska znowu się zdekoncentrowali, zwłaszcza ich bramkarz ? Adam Styczyński. Amators tego dnia oddawali bardzo dużo strzałów z dystansu, co pozwala na oszczędność sił, ale dobrego bramkarza nie zaskoczy. Tymczasem najpierw Fortuna zaliczył takie trafienie w 10 minucie, a 60 sekund później Adrian Szubierajski ośmieszył Styczyńskiego, pokonując go strzałem zza połowy boiska. Amators ponownie odskoczyli rywalowi a zniesmaczony swoją postawą golkiper Liska opuścił parkiet i już na niego nie wrócił. Do przerwy jeszcze Fortuna dołożył kolejną bramkę, na którą odpowiedział Grzesiek Wojda i drużyny schodziły na przerwę przy prowadzeniu Amatorów 8:4.
Po przerwie prowadzenie podwyższył Mateusz Kowalski, w odpowiedzi Wojda huknął z dystansu. Teraz to Amators mieli częściej piłkę, choć nie próbowali podchodzić z nią pod samą bramkę. Konsekwentnie używali sprawdzonej taktyki strzałów z dystansu lub szybkich kontr, co przynosiło doskonałe efekty. Tego dnia nie do zatrzymania był zwłaszcza Mariusz Fortuna. Jego atomowe uderzenia siały postrach w szeregach Lisków. Trzeba też pochwalić Mateusza Kowalskiego, który w głównej mierze odpowiadał za destrukcję i rozegranie piłki, co zresztą robił bardzo dobrze. Na siedem minut przed końcem meczu Amators prowadzili już 14:6 i losy spotkania wydawały się przesądzone. Po raz kolejny jednak Lisek pokazał swoją ogromną ambicję. Szalona pogoń za wycieńczonym rywalem pozwoliła na zmniejszenie strat do stanu 14:10, ale na więcej nie starczyło czasu.
Amators zagrali doskonale. Do maksimum wykorzystali swoje atuty, czyli siłę fizyczną w obronie i bombardierów w ataku. W ostatnich minutach kompletnie opadli z sił, jedynie Kowalski jeszcze był w stanie nadążyć za Liskami, ale to nic dziwnego, przy braku zmienników. Natomiast Lisek nie wyciągał wniosków z własnych błędów. Tracąc gole zza połowy, trzeba podejść pod rywala, a tego zabrakło.

Zawodnik meczu: Mariusz Fortuna (Amators)

Tego dnia wszystko mu wychodziło. Spośród 9 jego goli, kilka było przedniej urody. W całej lidze tylko kilku zawodników dorównuje mu siłą uderzenia.

Lisek 10:

Wojda 6, 18, 23, 40
Popiel 9, 39
Gołaszewski 34, 38
Stromecki 1
Jasek 28

Amators 14:

Fortuna 3, 4, 4, 10, 11, 15, 27, 32, 33
Kowalski 21, 26, 30
Szubierajski 2, 11

*

RKS Huwdu 6 - 7 Fomar
Ten pojedynek miał wyjaśnić czy wygrana Fomaru z Niespodzianką, była faktycznie niespodzianką, czy ta drużyna weszła wreszcie na właściwy tor i skutecznie powalczy o wyższą lokatę. RKS to trudny przeciwnik, z którym trzeba się liczyć, zwłaszcza z duetem Basiuk-Dutkiewicz. Niestety po raz kolejny stawili się w szczupłym składzie, z jednym tylko zmiennikiem.
Od pierwszego gwizdka oglądaliśmy bardzo szybkie tempo gry. RKS jako drużyna dużo słabsza fizycznie, musiała nadrabiać pomysłem i kombinacyjną grą. Fomar przyjął wyzwanie i również prezentował efektowny futbol. W 5 minucie Przemek Styczyński dał prowadzenie swojemu zespołowi, ale błyskawicznie wyrównał strzałem w długi róg Tarczycki. Obydwa zespoły stwarzały groźne sytuacje ale goli było jak na lekarstwo. Napastnicy Fomaru nagminnie pudłowali, natomiast graczy RKSu wpędzał w depresję fantastycznie broniący Darek Waś. Już w poprzedniej kolejce ten bramkarz zaliczył bardzo dobry występ, teraz potwierdzał, że to nie przypadek a po prostu wysoka forma. W obronie Fomar wykorzystywał swoją przewagę fizyczną, grając bardzo agresywnie. Trzeba oddać RKSowi, że nie przestraszyli się rywala. Mecz stracił na uroku. Szybką wymianę podań i dryblingi zastąpiły przepychanki i kopanie po piszczelach. Kości trzeszczały a sędzia gwizdał. Przy takim obrocie sprawy jedna czy druga kara indywidualna poprawiłaby sytuację, jednak arbiter nie zdecydował się na takie rozwiązanie. Fomar ponownie objął prowadzenie w 16 minucie za sprawą Mateusza Dominiaka, który na przestrzeni 1m2 w szesnastce RKS sklepał piłkę z Kublikiem i umieścił ją w siatce. Huwdu wyrównali w ostatniej chwili przed przerwą, dzięki trafieniu Dutkiewicza.
Drugą odsłonę lepiej zaczęli piłkarze RKS. W 21 minucie Waś tak nieszczęśliwie próbował wyłapać piłkę zagraną z rzutu rożnego wzdłuż bramki, że skierował ją do własnej siatki. Trzy minuty później prowadzenie podwyższył ładnym wolejem Kraśnicki i było 4:2. Taki obrót wydarzeń rozwścieczył graczy Fomaru. Takiej eskalacji przemocy w rozgrywkach MLF jeszcze nie widzieliśmy, dlatego lepiej przemilczeć szczegóły. Wracając do wydarzeń sportowych: w 26 minucie aż dwie bramki strzelił Styczyński, a później ponownie trafił Dominiak i Fomar znów prowadził 5:4. W odpowiedzi Dutkiewicz przeprowadził ładną indywidualną akcję i wyrównał. RKS jednak nie był sobą w warunkach agresywnej, fizycznej walki, jaką narzucił Fomar. Zupełnie niewidoczny był Basiuk, dotychczasowy lider zespołu. W bramce Fomaru jak natchniony spisywał się Darek Waś, na którym samobójcze trafienie nie zrobiło najmniejszego wrażenia. W końcówce meczu nastąpiło nieuchronne, Huwdu opadł z sił, zaś liczniejsza ekipa Fomaru nadal atakowała. Wprawdzie w 34 minucie przypomniał o sobie golem Basiuk, ale chwilę później wyrównał Ratke, a tuż przed końcem wynik ustalił Dominiak i Fomar zwyciężył 7:6.
Ten mecz to była prawdziwa piłkarska wojna. Wynik do ostatniej minuty był na styku i wydawało się, że będziemy świadkami pierwszego w tym sezonie remisu. Tak się jednak nie stało, Fomar wygrał dzięki dłuższej ławce i Wasiowi w bramce.

Zawodnik meczu: Dariusz Waś (Fomar)

Golkiper Fomaru wybronił swej ekipie zwycięstwo. Trudno wymienić ile jego fantastycznych parad uchroniło zespół od straty gola. Nawet samobój nie zdołał go zdeprymować, a wręcz przeciwnie, wydaje się, że zmobilizował do jeszcze lepszej gry.

RKS Huwdu 6:

Dutkiewicz 20, 31
Tarcicki 6
samobój 21
Kraśnicki 24
Basiuk 34

Fomar 7:

Styczyński 5, 26, 26
Dominiak 16, 30, 39
Ratke 35

*

Niespodzianka 3 - 4 Estudiantes

Spotkanie zapowiadane jako hit kolejki. Niespodzianka chciała zwycięstwem wymazać porażkę z Fomarem. Estudiantes pokazał jednak, że nie pęka przed żadnym rywalem i ostrzy sobie zęby na podium tej edycji MLF.

Estudiantes zaczął pojedynek niesłychanie osłabiony. Na spotkanie nie stawili się bowiem dwaj liderzy zespołu ? kapitan Sebastian Puławski i motor napędowy ekipy Rafał Barzyc. Do tego ławka Estudiantes świeciła pustką. W tej sytuacji wydawało się, że Niespodzianka pewnie zainkasuje trzy punkty. Ten scenariusz zdawał się potwierdzać, kiedy w 3 minucie, prowadzenie obrońcom tytułu dał Łukasz Zalewski. Trzy minuty później, ten sam zawodnik podwyższył efektowną piętką i spodziewaliśmy się, że faworyt pewnie wygra ten mecz. Jednak w 7 minucie meczu zjawił się na hali Rafał Barzyc, który minutę później wszedł na parkiet. To ewidentnie wyrównało szans. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, gdzie piłkarze obu drużyn nie szczędzili sobie ostrych wejść i fizycznej walki. Najwidoczniej zawodnikom udzieliła się atmosfera z brutalnego meczu RKSu z Fomarem. W takiej grze Barzyc nie mógł pokazać pełni swych możliwości, zaś po stronie Niespodzianki Damian Pacuszka również nie mógł rozwinąć skrzydeł. Błyszczał natomiast Przemek Maciaszek, który jeszcze przed pojawieniem się Barzyca był najaktywniejszy w swoim zespole. Teraz mógł wykorzystać swoje warunki fizyczne i bezlitośnie niweczył poczynania ofensywne przeciwnika. Tym razem sędzia bardziej zdecydowanie reagował na agresję w grze. W 11 minucie karę dwóch minut otrzymał Paweł Pszczółkowski. Gdy tylko odsłużył karę, Estudiantes przeprowadziło świetną zespołową akcję na jeden kontakt, którą pewnie wykończył Maciaszek. Kontaktowy gol, zwiększył wyraźnie motywację debiutantów, jednak więcej bramek już w tej połowie nie obejrzeliśmy. Faworyci prowadzili, ale widać było, że tego dnia zwycięstwo nie przyjdzie im łatwo.
Zaraz po przerwie za faul na Barzycu, karę dwóch minut otrzymał Michał Trzaskoma. Estudiantes skrzętnie wykorzystało przewagę, wyrównując po trafieniu Pawła Pszczółkowskiego. Rywali szybko sprowadził na ziemię niezawodny tego dnia Zalewski i Niespodzianka wciąż prowadziła jedną bramką. Potem gra ponownie się ustabilizowała. Trzeba oddać obu ekipom, że walczyły z niesłychaną wręcz ambicją o każdą piłkę. Nie było ani chwili żeby spokojnie opanować piłkę, ani metra przestrzeni żeby się rozpędzić. Tak walczyły dwie czołowe drużyny Ligi. W szeregach Niespodzianki przebudził się Pacuszka, który wziął na siebie ciężar rozgrywania i dużo dawał od siebie w destrukcji. W Estudiantes nadal świetną partię rozgrywał Maciaszek, który czytał grę tak dobrze, że wydawało się jakby futbolówka sama szukała go na parkiecie. Wreszcie w 31 minucie przypomniał o sobie Barzyc. Na moment uwolnił się spod krycia, przyjął podaną piłkę i umieścił ją w siatce. Mieliśmy remis i wydawało się, że o wygranej zdecyduje kondycja. W lepszej sytuacji była Niespodzianka, gdyż jej rywal dysponował zaledwie jednym zmiennikiem. Przy takim tempie i intensywności gry było to zabójcze wyzwanie dla Estudiantes. W 34 minucie debiutanci wywalczyli rzut wolny przed polem karnym przeciwnika. Piłka powędrowała do Maciaszka, który lewą nogą uderzył bez przyjęcia w samo okienko bramki Bestrego! Bramka przedniej urody była ukoronowaniem znakomitego występu tego zawodnika. Niespodzianka nie potrafiła się otrząsnąć po tym ciosie, tymczasem Estudiantes zwietrzyli zwycięstwo. Do końca meczu gra była wyrównana, zaś ostatnie trzy minuty to właściwie pasmo nieustannych fauli z obu stron. Wynik nie uległ jednak zmianie i wygrana Estudiantes 4:3 stała się faktem.
Niespodzianka przegrała na własne życzenie. Mieli w ręku wszystkie atuty przed tym spotkaniem: przewagę doświadczenia, wyrównany skład i szeroką ławkę, świetnego golkipera. Estudiantes przystąpił do meczu bez nominalnego bramkarza, bez zmienników i bez Barzyca. Mimo to debiutanci pokazali nadzwyczajną ambicję, która dała im zwycięstwo. No i mieli w składzie Przemka Maciaszka.

Zawodnik meczu: Przemysław Maciaszek (Estudiantes)

Dwa ważne gole ? kontaktowy i dający zwycięstwo. Znakomita postawa w defensywie, a pod nieobecność Barzyca brał też na siebie ciężar kreowania gry. Maciaszek był w tym spotkaniu wyśmienity.

Niespodzianka 3:

Zalewski 3, 6, 22

Estudiantes 4:

Maciaszek 13, 34
Barzyc 31
Paweł Pszczółkowski 21

*

In-Plus 25 - 3 TB

Spotkanie zamykające 5 kolejkę nie wzbudzało żywych emocji. Każdy śledzący MLF spodziewał się egzekucji na Beerdrinkersach w wykonaniu Madeja i spółki.
Tak jak oczekiwaliśmy, od pierwszego gwizdka inicjatywę miał lider. Oczywiście to Michał Madej, we własnej osobie, rozwiązał worek z bramkami. W 3 minucie spokojnie wykończył zespołową akcję. Siedem minut później gwiazdor księgowych skompletował hat-tricka. Potem bramkę dołożył Wilczyński i program spotkania był realizowany przez In-Plus z żelazną konsekwencją. TB skupiało się na defensywie, ponieważ ich ataki były błyskawicznie rozbijane przez rywali. Tym bardziej trzeba docenić, że outsiderzy zdołali użądlić faworyta w 12 minucie, kiedy Tomek Bielewicz wyprzedził do piłki golkipera i zdobył bramkę dla Beerdrinkersów. Taki obrót sprawy nie zrobił wrażenia na rywalach. Grali na luzie i wyraźnie szukali na parkiecie Madeja, który przy takim rywalu chciał nadrobić stratę w klasyfikacji strzelców do Bogusza. W 13 i 14 minucie byliśmy świadkami niecodziennej sytuacji. In-Plus zdołał zdobyć 4 gole i wszystkie na swoje konto zapisał Madej, w dodatku każda bramka padła praktycznie z tej samej pozycji! To najlepiej świadczy o różnicy między rywalami w tym meczu. Do przerwy mieliśmy prowadzenie In-Plusu 9:1 i zapowiadało się na dalsze strzelanie.
Drugą odsłonę bardzo dobrze zaczęli zawodnicy TB, którzy zdobyli drugiego gola, za sprawą Daniela Abramczuka. Nie trzeba chyba dodawać, że niemal od razu odgryzł się Madej. Nie będziemy tutaj wymieniać kolejnych bramek aplikowanych TB przez faworytów. Dodajmy tylko, że oprócz Madeja, swoje trafienia zaliczyli także Wilczyński i kapitan In-Plusu Patryk Gall. Beerdrinkersów stać było jeszcze na to, żeby w 34 minucie strzelić gola autorstwa Pawła Brodowskiego. Niemniej ten mecz był spektaklem jednego autora ? Michała Madeja. Warto zauważyć, że ten zawodnik ani na sekundę nie opuścił parkietu celem odpoczynku, a ostatnią bramkę strzelił tuż przed końcowym gwizdkiem. Koledzy z zespołu dzielnie wspierali go w śrubowaniu rekordu strzeleckiego. Ostatecznie Madej zakończył mecz z 19 bramkami, co jest póki co najlepszym wynikiem indywidualnym w tej edycji MLF. Samo spotkanie zakończyło się zwycięstwem IN-Plusu 25:3.
Mecz bez historii. TB został rozgromiony bez specjalnego wysiłku. Dla In-Plusu była to okazja do poprawienia statystyk Michała Madeja co skrzętnie wykorzystali.

Zawodnik meczu: Michał Madej (In-Plus)

Uzasadnienie zbędne. Na tle Beerdrinkersów wyglądał jak ktoś z innej planety. Wisienką na torcie jest nowy rekord strzelecki, odbierający prymat Boguszowi z Titansów.

In-Plus 25:

Madej 3, 5, 10, 13, 14, 14, 14, 22, 24, 24, 25, 25, 27, 30, 33, 35, 38, 39, 40
Gall 13, 29, 31, 37
Wilczyński 11, 23

TB 3:

Bielewicz 12
Abramczuk 21
Brodowski 34

*



*



*



*




relacje Krzysiek Bryk, oprac. msz.

[gallery]

Galeria

zdjecie: 48404
fot. 1
fot. 2
fot. 3
fot. 4
fot. 5
fot. 6
fot. 7
fot. 8
fot. 9
fot. 10
fot. 11
fot. 12
fot. 13
fot. 14
fot. 15
fot. 16
fot. 17
fot. 18
fot. 19
fot. 20
fot. 21
fot. 22
fot. 23
fot. 24
fot. 25
fot. 26
fot. 27
fot. 28
fot. 29
fot. 30
fot. 31
fot. 32
fot. 33
fot. 34
fot. 35
fot. 36
fot. 37
fot. 38
fot. 39
fot. 40
fot. 41
fot. 42
fot. 43
fot. 44
fot. 45
fot. 46
fot. 47
fot. 48
fot. 49
fot. 50
fot. 51
fot. 52
fot. 53
fot. 54
fot. 55
fot. 56
fot. 57
fot. 58
fot. 59
fot. 60
fot. 61
fot. 62
fot. 63
fot. 64
fot. 65
fot. 66
fot. 67
fot. 68
fot. 69
fot. 70
fot. 71
fot. 72
fot. 73
fot. 74
fot. 75
fot. 76
fot. 77
fot. 78
fot. 79
fot. 80
fot. 81
fot. 82
fot. 83
fot. 84
fot. 85
fot. 86
fot. 87
fot. 88
fot. 89
fot. 90
fot. 91
fot. 92
fot. 93
fot. 94
fot. 95
fot. 96
fot. 97
fot. 98
fot. 99
fot. 100
fot. 101
fot. 102
fot. 103
fot. 104
fot. 105
fot. 106
fot. 107
fot. 108
fot. 109
zdjecie

Mikołaj Szczepanowski

Mikołaj Szczepanowski - współpracuje z portalem od 2006 roku

Komentarze:

Zastrzeżenie

Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących — redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ACTIVENET - strony www, sklepy internetowe - Marki, Warszawa

skocz do góry