Dorzuć się do puszki WOŚP

Niespodzianka wraca do gry o podium!

Mikołaj Szczepanowski MareckaLigaFutsalu

 26 lutego 2013    21:40

Relacja z 7. kolejki spotkań MLF

RKS HUWDU 7 - 9 ESTUDIANTES

Otwierające 7 kolejkę, spotkanie RKS-u z Estudiantes zapowiadało się bardzo emocjonująco. Z jednej strony Basiuk i Dutkiewicz, a w bramce nieprzewidywalny Marchewka, zaś z drugiej niesamowity Barzyc, wspierany przez Maciaszka i spółkę.
Od pierwszego gwizdka oglądaliśmy wyrównaną walkę. Na pierwszą bramkę czekaliśmy zaledwie dwie minuty, kiedy to Bartek Dutkiewicz wyprowadził Huwdu na prowadzenie. Szybko jednak wyrównał silnym uderzeniem Maciaszek. RKS odzyskał prowadzenie, po kolejnym trafieniu Dutkiewicza. Początek pojedynku był iście piorunujący. Zawodnicy Estudiantes bardzo wysoko wychodzili pressingiem do przeciwnika, co bardzo utrudniało rozegranie piłki przez Huwdu. Błędem było chyba ustawianie się z tyłu Adriana Basiuka, który najwięcej daje zespołowi w ataku. Na szczęście dla RKSu w wybornej dyspozycji był Bartek Dutkiewicz i to on nadawał ton poczynaniom ofensywnym swojej ekipy. W teamie Sebastiana Puławskiego, jak zwykle brylował Rafał Barzyc. Najbardziej wysunięty do przodu, jako pierwszy atakował przeciwnika, a kiedy Estudiantes przechwycił piłkę, zawsze była ona kierowana pod adresem Barzyca. Przy prowadzeniu 2:1 Huwdu nieco zwolnili tempo, starali się grac częściej piłką, ale nacisk rywala był zbyt duży. Estudiantes wyszli na prowadzenie po trafieniu Świętochowskiego i drugim samobójczym. Wprawdzie szybko wyrównał wynik Mikulski, ale przewaga Estudiantes zwiększała się z każdą minutą. Na 4 minuty przed przerwą ponownie trafił Maciaszek i na zasłużony odpoczynek przeciwnicy udawali się przy wyniku 4:3 dla Barzyca i spółki.

Drugą odsłonę zdecydowanie lepiej zaczęli Estudiantes. W 23 minucie Barzyc przypomniał sobie jak się strzela bramki, a trzy minuty później swoją cegiełkę dołożył Paweł Pszczółkowski. Różnica trzech bramek podziałała bardzo mobilizująco na graczy Marchewki. W kolejnych minutach trafiali kolejno: obudzony Basiuk, Kozakiewicz i Kraśnicki. Bez wątpienia kluczowe było bardziej ofensywne nastawienie Adriana Basiuka. Zawodnik ten dysponuje znakomitą zwrotnością oraz niesygnalizowanym, precyzyjnym uderzeniem, a na hali są to decydujące atuty. Wyrównanie przez rywala pobudziło najbardziej lidera Estudiantes ? Barzyca, który postanowił osobiście przesądzić losy meczu. Nie tylko brał na siebie ciężar gry, ale także kierował i mobilizował kolegów, wyręczając w tym nieobecnego kapitana. W 35 minucie Barzyc przeprowadził efektowną indywidualną akcję, którą zakończył bramką. W tym momencie należą się pochwały dla zawodników obu stron. W tak wyrównanym spotkaniu, przy dużej dawce emocji, obydwaj rywale błysnęli zachowaniem w duchu fair play. Spotkanie nie było wolne od fauli, jednak zawsze z szacunkiem dla rywala. W 37 minucie dopiero, nerwy puściły Przemkowi Maciaszkowi, który za dyskusję z arbitrem, wyleciał na dwie minuty z parkietu. Przewagi liczebnej nie potrafili wykorzystać gracze Huwdu. W 38 minucie Barzyc dostał długą piłkę, zgasił piłkę na piersi i mimo krycia, umieścił ją w siatce, Estudiantes prowadzili 8:6. Tuż przed końcem kuriozalną bramkę zdobył RKS. Piłka wybita z autu, przeszła po nodze Barzyca i zaskoczyła golkipera. Podenerwowany zawodnik wicelidera MLF, w ostatnich sekundach zrehabilitował się bramką z rzutu wolnego i ostatecznie Estudiantes wygrali 9:7.
Pojedynek stał na bardzo wysokim poziomie, a o zwycięstwie zadecydowała znakomita postawa Barzyca. W drużynie RKS trudno kogoś szczególnie wyróżnić. Doskonały w pierwszej połowie Dutkiewicz, zgasł po przerwie. Za to w bramce kolejne dobre zawody rozegrał Patryk Marchewka. Tym zwycięstwem Estudiantes umocnili się na fotelu wicelidera.

Zawodnik meczu: Rafał Barzyc (Estudiantes)

Przez cały mecz dyrygował poczynaniami kolegów. Jak zwykle był najtrudniejszym do powstrzymania zawodnikiem na placu. Jego bramki w końcówce zapewniły Estudiantes 3 punkty. Bez wątpienia bohater meczu.

RKS HUWDU 7:

Dutkiewicz 2, 4
Mikulski 12
Basiuk 27
Kozakiewicz 28
Kraśnicki 33
Samobój 39

ESTUDIANTES 9:

Barzyc 23, 35, 38, 40
Maciaszek 3, 16
Świętochowski 9
Pszczółkowski Paweł 26
Samobój 11

*

GALACTICOS 4 - 30 IN PLUS

Drugie z kolei spotkanie 7 kolejki zapowiadało się również interesująco. Oczywiście zdecydowanym faworytem był In Plus, ale Galacticos pokazali w tym sezonie, że mają ciekawą drużynę i świetnie się rozumieją na boisku.
Kto liczył na wyrównany pojedynek i zaskakujący wynik, musiał być srodze rozczarowany. In Plus od samego początku zepchnął debiutantów do głębokiej defensywy. Księgowi górowali nad rywalem pod każdym względem, zarówno siłą, wybieganiem, panowaniem nad piłką, taktyką, słowem wszystkim. Mało tego, w poczynaniach podopiecznych Patryka Galla nie widać było najmniejszego wysiłku. Faworyci byli wyluzowani i wszystko wychodziło im jakby od niechcenia. Oczywiście brylował na parkiecie Michał Madej, lider klasyfikacji strzelców. Spośród pierwszych pięciu bramek zaaplikowanych Galaktycznym przez In Plus, na wyróżnienie zasługuje gol Karola Kupisińskiego z 5 minuty. Gracz In Plusu wykorzystał złe wyprowadzenie piłki przez bramkarza i ładnym lobem posłał piłkę do siatki. Piłkarze Galacticos byli zupełnie stłamszeni przez przeciwnika. Trzeba jednak zaznaczyć, że tego dnia młodzi gracze zupełnie nie byli sobą. Ich strzały nie miały mocy niezbędnej do pokonania bramkarza, niepotrzebnie wdawali się w dryblingi z silniejszymi rywalami. Brakowało pomysłu i werwy w poczynaniach Galaktycznych. Czy przestraszyli się rywali, czy była tego inna przyczyna, nie wiemy. Tak czy siak do przerwy mieliśmy wynik 12:2 dla lidera MLF.

W drugiej odsłonie obraz gry się nie zmienił. Na parkiecie królował In Plus, ze swoim liderem Madejem. Tego dnia gwiazdor Księgowych nie tylko wykonywał egzekucje na rywalach, ale także bardzo aktywnie udzielał się w destrukcji i rozegraniu piłki. W drużynie Galaktycznych tylko Fabian Bujalski starał się nawiązać walkę z przeciwnikiem, ale i on nie grał tak dobrze, jak nas do tego przyzwyczaił. W zespole In Plusu dobrą partię rozgrywali w zasadzie wszyscy zawodnicy, a piłka chodziła między nimi jak po sznurku. Wiele sytuacji zmarnował jednak kapitan Patryk Gall, któremu futbolówka tego dnia wyjątkowo nie siedziała. Rzecz jasna najczęściej do sytuacji strzeleckich dochodził Madej, który nie miał problemu z umieszczaniem piłki w siatce. Tym sposobem snajper In Plusu zanotował aż 16 trafień, choć, gdyby grał bardziej samolubnie i mniej nonszalancko, na pewno mógłby pobić swój dotychczasowy rekord. W drugiej połowie Madej często wystawiał piłki kolegom, choć sam mógł strzelać oraz popisywał się niekonwencjonalnymi zagraniami pod bramką rywala. Takie zachowanie urwało mu z protokołu kilka bramek. Koniec końców wynik ustalił na 30:4, Kuba Maliński, po którego trafieniu sędzia zakończył to jednostronne widowisko.
Trudno podsumować taki pogrom, unikając pastwienia się nad przegranymi. Na pewno Galacticos zagrali poniżej swojego poziomu i mamy nadzieję, że za tydzień ponownie pokażą pełnię umiejętności. Natomiast In Plus wydaje się nie do zatrzymania. Przed nimi dwa trudne spotkania, z Fomarem i Niespodzianką i chyba tylko te zespoły mogą nawiązać walkę z liderem.

Zawodnik meczu: Michał Madej (In Plus)

16 goli, mnóstwo wygranych pojedynków w obronie i ataku, do tego kilka asyst. Niekwestionowana gwiazda Ligi potwierdza swój status. Gdyby miał brata bliźniaka, mogliby stworzyć jedną drużynę i jeszcze powalczyć o mistrzostwo MLF!

GALACTICOS 4:

Kapusta 9, 29
Maliński 13, 37

IN PLUS 30:

Madej 1, 4, 15, 16, 16, 20, 22, 24, 25, 27, 30, 31, 34, 34, 35, 36
Ryński Kamil 12, 32, 33
Wilczyński 3, 25, 26
Kupisiński 5, 24
Gall 36, 37
Sarnacki 35
Samobój 5, 19, 20

*

LISEK 4 - 15 FOMAR

Niewątpliwym faworytem tej rywalizacji był Fomar, który ostatnimi występami wręcz zachwyca. Zespół Roberta Waśniewskiego wydaje się nie mieć słabych stron, a każdy piłkarz wnosi do drużyny jakość w grze.
Faworyt zaczął od mocnego uderzenia. Po pięciu minutach mieliśmy 2:0 po golach Kublika i Ratke. Lisek odpowiedział trafieniem Popioła. Filigranowy zawodnik zaskoczył Wasia mocnym uderzeniem w krótki róg. Utrata bramki pobudziła Fomar, dla którego kolejne trafienia zaliczyli Ratke, Styczyński i Kaczmarczyk. Lisek próbował nawiązać walkę, ale był bezradny wobec znakomitej postawy rywala. Podopieczni Grześka Wojdy do każdej piłki byli spóźnieni, nie mieli pomysłu na przeprowadzenie groźnej akcji. Jak zwykle Mateusz Gołaszewski szarpał i walczył, ale brakowało wsparcia ze strony partnerów, natomiast z jego indywidualnymi zrywami dobrze radzili sobie przeciwnicy. Fomar grał swoją piłkę. I to jak grał! Błyskawiczna wymiana krótkich podań lub odwrotnie, długi piłki za plecy obrońców, atak i obrona całą drużyną. Faworyci pokazywali całą gamę indywidualnych i zespołowych umiejętności. Widać było, że tego dnia po prostu cieszą się grą, a presję wyniku zostawili w szatni. Bardzo skutecznie i efektownie funkcjonował kwartet Styczyński, Ratke, Kublik i Kaczmarczyk, którzy co chwila wymieniali się pozycjami i zadaniami na parkiecie, przysparzając rywalom mnóstwo problemów. Przed przerwą na chwilę odżyły nadzieje Liska, kiedy dwie bramki z rzędu zdobył Zbigniew Jasek, jednak gola do szatni zdobył Fronczek i Fomar prowadził 6:3.

Po przerwie Fomar kontynuował znakomitą grę, natomiast morale Lisków ostatecznie opadło na dno. Wzajemne pretensje między zawodnikami, brak asekuracji i kompletna bezradność wobec świetnego rywala pogłębiały frustrację Wojdy i spółki. Tymczasem do czterech wymienionych muszkieterów Fomaru, dołączył jeszcze Adam Wasiak i Fomar grał praktycznie jak na treningu. Podopieczni Roberta Waśniewskiego prześcigali się w wymyślaniu finezyjnych zagrań, którymi mogą zaskoczyć rywala. Dzięki temu byliśmy świadkami kilku niezwykle efektownych akcji, które cieszyły oczy kibiców, zgromadzonych na trybunach, wywołując aplauz. W zasadzie cała druga połowa to egzekucja na Lisku, ale prowadzona z takim polotem i fantazją, że i tak warto było oglądać a kto nie był na tym meczu, niech żałuje. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 15:4 dla Fomaru i można powiedzieć, że był to najmniejszy wymiar kary dla Liska.
Fomar ewidentnie jest na fali i z niecierpliwością oczekujemy jego pojedynku z niepokonanym In Plusem. Jeśli ktoś może zagrozić liderowi MLF to na pewno zawodnicy Waśniewskiego. Liskowi zabrakło ambicji, którą pokazywali w poprzednich spotkaniach, miejmy nadzieję, że jeszcze pokażą nam na co ich stać, w kolejnych pojedynkach.

Zawodnik meczu: Przemysław Styczyński (Fomar)

Wyróżniamy najlepszego strzelca meczu, ale w tym spotkaniu cała drużyna zasłużyła na wyróżnienie. Fomar zagrał niezwykle zespołowo i widowiskowo, gratulacje należą się wszystkim zawodnikom, które składamy niniejszym na ręce Przemka Styczyńskiego.

LISEK 4:

Jasek 14, 16
Popiół 6
Gołaszewski 34

FOMAR 15:

Styczyński 7, 23, 29, 39
Kaczmarczyk 9, 29, 30
Ratke 5, 6
Wasiak 24, 25
Podeszwik 33, 36
Kublik 1
Fronczek 17

*

TITANS 5 - 10 NIESPODZIANKA

Spotkanie, które zaczęło się o 19:30 było bez wątpienia szlagierem kolejki. Dwie doświadczone ekipy, z czuba tabeli, o takiej samej zdobyczy punktowej, krótko mówiąc emocje i futsal na najwyższym poziomie gwarantowane.

Titans stawili się na pojedynek znacznie osłabieni brakiem Daniela Bogusza i Artura Tatunia, dwóch liderów drużyny. To od razu postawiło Niespodziankę w roli faworyta, gdyż obrońcy tytułu przyjechali w najmocniejszym składzie, z Pacuszką, Michałem Trzaskomą i Polakiem na czele. Pod nieobecność dotychczasowych filarów ponownie ciężar gry wziął na siebie Michał Myrcha z Titansów. I to on w 2 minucie otworzył wynik, strzałem w długi róg pokonując Bestrego. Bardzo szybko do wyrównania doprowadził Mariusz Ciszewski, który pewnie przymierzył pod poprzeczkę. Jako to często bywa na początku spotkania, obydwie drużyny starały się przede wszystkim zabezpieczyć tyły. W meczu o taką stawkę, nikt nie pozwalał sobie na frontalny atak. W 4 minucie bardzo ładną, zespołową akcję wykończył golem Łukasz Trzaskoma i Titans ponownie objęli prowadzenie. Niespodzianka musiała się teraz wziąć za odrabianie straty i to nadało ton przebiegowi gry. Drużyna Piotra Rucińskiego niepodzielnie rządziła na parkiecie i zepchnęła rywala do głębokiej defensywy. Znakomicie prezentował się zwłaszcza Michał Trzaskoma. Przejmował niezliczoną ilość piłek, wygrywał pojedynki 1 na 1 oraz inicjował i uczestniczył w akcjach zaczepnych. Jeśli Michał był tego dnia kosą, to w osobie Bartosza Masiaka cała Niespodzianka trafiła na kamień, a raczej na skałę. Trudno zliczyć ile jego interwencji ocaliło drużynę przed utratą prowadzenia, a przecież musiał powstrzymywać takich strzelców jak Pacuszka, Jaros czy Polak. W 8 minucie doszło do sytuacji, która ostatecznie mogła załamać Niespodziankę. Piotr Jaros niefortunnie ustawił nogę przy próbie opanowania piłki, co skończyło się urazem kolana. Wyglądało to wszystko bardzo groźnie i sędzia przerwał mecz. Poruszenie wśród graczy Niespodzianki, ich zaniepokojone miny świadczyły, że martwią się o zdrowie kolegi. Piotrek na parkiet już nie wrócił, ale wygląda na to, że poważnego uszczerbku nie poniósł, więc pozostaje nam życzyć szybkiego powrotu do gry. Po wznowieniu to wciąż Niespodzianka atakowała i w końcu udało jej się przebić mur, jakim był Masiak. W 10 minucie Michał Trzaskoma przechwycił piłkę i wyłożył ją, jak na talerzu, Pacuszce. Lider Niespodzianki nie zwykł marnować takich okazji. Ten gol ewidentnie zmobilizował Damiana, gdyż od tego momentu dorównał poziomem do Michała Trzaskomy i w duecie siali postrach w szeregach przeciwnika. To przyniosło kolejne bramki wspomnianych dwóch graczy i obrońcy tytułu wyszli na prowadzenie 4:2. Jeszcze przed przerwą trafienia zaliczyli Klech, Ruciński i Myrcha, i na odpoczynek drużyny udały się przy stanie 5:4 dla Niespodzianki.

W drugiej odsłonie piłkarze Rucińskiego jeszcze bardziej dominowali nad rywalem. Titans mieli autentyczne problemy z przeprowadzenie piłki przez połowę boiska. Udawało im się to głównie poprzez długie, bezpośrednie piłki do napastników. Każda próba dłuższego rozegrania kończyła się odbiorem i groźną akcją Niespodzianki. Obrońcy tytułu wychodzili bardzo wysokim presingiem, aż pod pole karne Masiaka. Pacuszka rozkręcił się na dobre, a jego współpraca z Michałem Trzaskomą układała się perfekcyjnie. Wśród Titansów wyśmienitą postawą nadal imponował Bartosz Masiak, ale opuszczony przez partnerów nie był w stanie samodzielnie powstrzymać rozbujanej Niespodzianki. Kolejno bramki aplikowali mu Polak, Ciszewski i niesamowity Pacuszka. Dodajmy jeszcze, że choć mecz toczył się o wysoką stawkę, obie drużyny rywalizowały w duchu fair play. Zapewne wpływ na taki przebieg spotkania miało to, że przeciwnicy znają się bardzo dobrze, nie wspominając o pokrewieństwie łączącym Michała i Łukasza Trzaskomę. W 36 minucie padła ostatnia bramka tego meczu i zarazem jedyna, jaką zdołali strzelić w drugiej połowie Titans. Pojedynek zakończył się zwycięstwem Niespodzianki 10:5.
Widowisko miało trzech bohaterów: Pacuszkę i Michała Trzaskomę z Niespodzianki oraz Masiaka z Titansów. Pierwsi dwaj zapewnili obrońcom tytułu dominację na parkiecie, a Masiak heroiczną postawą pozwolił uniknąć Titansom pogromu. Pozostaje nam żałować, że w takim szlagierze zabrakło zawodników tej klasy co Bogusz i Artur Tatuń. Z ich pomocą na pewno Titans nawiązaliby wyrównaną walkę.

Zawodnicy meczu: Damian Pacuszka i Michał Trzaskoma (Niespodzianka)

Nie możemy wyróżnić tylko jednego kosztem drugiego. Tym bardziej, że to ich dwójkowe akcje zadecydowały o zwycięstwie. Oglądając ich współpracę, ręce same składały się do oklasków, brawo!

TITANS 5:

Myrcha 2 ,18
Łukasz Trzaskoma 4
Klech 12
Samobój. 36

NIESPODZIANKA 10:

Pacuszka 10, 11, 26, 29, 35
Ciszewski 2, 38
Michał Trzaskoma 12
Ruciński 17
Polak 24

*

TB - AMATORS 5:0 (walkower)

Niestety spotkanie pomiędzy TB a Amatorsem nie odbyło się ponieważ goście nie stawili się na meczu. Tym samym TB w dość niespodziewanych okolicznościach zdobyło pierwsze punkty w tegorocznym MLF-ie.

relacje: Krzysztof Bryk






Galeria

zdjecie: 48802
fot. 1
fot. 2
fot. 3
zdjecie

Mikołaj Szczepanowski

Mikołaj Szczepanowski - współpracuje z portalem od 2006 roku

Komentarze:

Zastrzeżenie

Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących — redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ACTIVENET - strony www, sklepy internetowe - Marki, Warszawa

skocz do góry