Dorzuć się do puszki WOŚP

Obóz Rytebłota 2007

Robert Borzecki SzczepPolanie

 14 sierpnia 2007    11:04

p7180317.jpg30 czerwca 2007 roku z boiska szkoły przy ul Trockiej w Warszawie wyruszyliśmy na niezapomnianą wakacyjną przygodę czyli na obóz harcerski. Dla większości harcerzy były to pierwsze takie wakacje, a dokładniej miesiąc w lesie, pod namiotami i bez wszelkich niezbędnych rzeczy do życia i dlatego też przejawiało się to niepokojem oraz zdenerwowaniem u rodziców.

Gdy parę godzin później dojechaliśmy na miejsce odraz wzięliśmy się do roboty. Przez cały czas pracowaliśmy i pracowaliśmy po to, aby w jak najlepszych warunkach przeżyć ten miesiąc. Pionierka ( czyli budowanie naszego podobozu) trwała 4 dni. Zapewne trwało, by to krócej gdyby pogoda była dla nas łaskawsza, ale i tak bardzo szybko uporaliśmy się z tym najtrudniejszym momentem na obozie. Kiedy już nasz podobóz był rozstawiony zaczął się przyjemniejszy czas na obozie min. zajęcia w zastępach, ogniska, gry itp.

Przyszła też pora na zwiad. Gdy poszliśmy do Zbiczna dostaliśmy zadania, które mieliśmy wykonać zastępami. Zadaniami było zebranie informacji min. o najstarszym mieszkańcu Zbiczna, dowiedzieć się w jakim miejscu straszy, potrawa regionalna, legendy oraz zebrać ulotki i stęple. Każdy zastęp swoje zebrane informacje przedstawił na ognisku.

Odbył się także rajd obozowy. Na rajd pojechaliśmy w odwiedziny do najstarszej drużyny męskiej ZHR do Orzysza. Spaliśmy tam w namiotach jednej z drużyn. Było tam bardzo wygodnie lecz nie ma to jak własna nie naciągnięta prycz ;).W trakcie pobytu w Orzyszu graliśmy w grę terenową , w piłkę nożną na cztery bramki i dwie piłki oraz każdego dnia mieliśmy ogniska. Rajd minął nam bardzo szybko lecz jak się okazało to nie był jeszcze koniec atrakcji. W nocy kiedy wszyscy dobrze spali budzili tych co byli pierwszy raz na obozie pod pretekstem gry czy też biegu na stopień. Kazali iść po białych strzałkach. Okazało się, że był to "bieg biszkopta" kiedy idąc przez ciemny las słychać było odgłosy z krzaków lub wychodzili zza drzew i straszyli biednych zaspanych harcerzy. Na biegu jedni reagowali płaczem ,a inni śmiechem lecz każdy na swój sposób okazywał jakieś uczucia. Kiedy bardzo rano wstaliśmy byliśmy nieprzytomni po "straszliwej" nocy :) .

Następnym jednym z większych wydarzeń była nocna gra zgrupowania. Odbyła się ona z soboty na niedzielę po odwiedzinach rodziców, a trwała od 20.30 do 7.00 rano. Polegała ona na "odbiciu" sobie przesyłek. Wyruszyliśmy patrolami z kąpieliska i każdy patrol poszedł w swoją stronę. Chodziliśmy ostrożnie po wyznaczonych trasach z punktu do punktu, aby żaden patrol nie zastopował i nie zabrał żyć, a tym bardziej przesyłki (jeśli się ją posiadało). Gra przebiegała bardzo fajnie lecz każdy chciał już się położyć spać i dlatego też mój patrol wzmocniony patrolem Krzyśka zatrzymywał się jeśli tylko była taka możliwość i zbierał siły na dalszą zabawę. Punkt 7.00 "wylądowaliśmy" na stołówce.

Na tegorocznym obozie odbył się także bieg na stopnień, w którym miałam zaszczyt uczestniczyć. Bieg rozpoczynał się od punktu, na którym sprawdzana była wiedza teoretyczna czyli Prawo Harcerskie, oznaczenia stopni na krzyżu, funkcje(oznaczenia na sznurach),czy też początki skautingu. Początek nie był straszny. Dalej po znakach patrolowych doszłam do punktu z samarytanką. Ania była poszkodowaną, która potknęła się o grzyba, przewróciła się i leżała nieprzytomna. Na szczęście parę dni przed biegiem mieliśmy zajęcia z pierwszej pomocy, co mi się bardzo przydało. Kolejnym zadaniem było rozłożenie namiotu oraz zapamiętanie tekstu meldunku, a brzmiał on : "Wyruszyłem na szlak harcerskiej przygody stop napadło mnie stado komarów stop zabalsamowałem druhnę stop urządziłem drehilową willę stop co mnie czeka dalej stop nie poddam się stop". Zapamiętałam tekst bardzo dobrze, chyba pod wpływem nerwów ;). Na następnym punkcje czekała Dośka. Na tym punkcie trzeba było zawiązać trzy węzły oraz zaszyfrować dowolnym szyfrem swoje imię. Było to moim zdaniem najprostsze lecz jak było w tekście do zapamiętania nie wiedziałam co mnie czeka dalej. Następnym punktem było odnalezienie busoli i wyznaczenie azymutu. Gdy w wiadomości, która leżała niedaleko busoli była zawarta informacja ,aby udać się jak najkrótszą drogą na kąpielisko byłam przekonana, że to już koniec i mam wszystko za sobą lecz gdy doszłam okazało się, że jestem w błędzie. Był tam ostatni i najtrudniejszy punkt. Było trzeba zrobić kuchnie polową oraz ugotować jajko. Kiedy skończyłam się męczyć nad ugotowaniem wody i zakończyłam bieg myślałam, że nie zaliczyłam biegu i z niecierpliwością czekałam na "wyniki".

26 lipca po kolacji pod pretekstem gry ze Świnoujściem wyszliśmy z obozu. Byłam przekonana że naprawdę jest gra lecz nie pasowało mi to, że Świnoujście szło na kolacje kiedy my wychodziliśmy z obozu. Lecz Dośka nadal utwierdzała mnie w przekonaniu, że jest gra. Kiedy doszliśmy do bunkrów, do których wpuszczano nas dwójkami po podaniu odpowiedniego hasła już nie wiedziałam co się dzieje i oto chyba chodziło. Okazało się, że zaliczyłam bieg i zostałam dopuszczona do złożenia Przyrzeczenia. W obecności całej drużyny złożyłam Przyrzeczenie oraz dostałam krzyż harcerski. Byłam bardzo zaskoczona, szczęśliwa i nieświadoma tego co się działo. Wszyscy wróciliśmy do obozu i czekaliśmy na ognisko zgrupowania.

I nadszedł czas antypionierki co było to jeszcze trudniejsze od pionierki, bo trzeba było rozwalić to co się samemu zbudowało. Obóz bardzo szybko mi minął dlatego, że całe dnie mieliśmy wypełnione zajęciami. Szkoda było się rozstawać z tymi ludźmi, tymi pięknymi widokami, nawet szkoda mi było tych nocnych wart przez ,które zawsze się robiło zamieszanie w moim zastępie. Ale nic nie może trwać wiecznie i po ostatnim ognisku, po ostatniej nocy spędzonej na stołówce trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości. 29 lipca 2007 wszyscy cali i zdrowi dotarliśmy do Warszawy. Na apelu kończącym obóz Dośce został przyznany stopień pionierki, a ja dostałam suwak z herbem. Na pożegnanie bawiliśmy się z rodzicami w pląs, który stał się obozowym pląsem, czyli "THIS IS STORY OF MY PONY". I chociaż był to mój pierwszy obóz mam nadzieję, że nie ostatni.

Dorotka
p7150223.jpg
p7150228.jpg
p7170287.jpg
p7180319.jpg
p7180339.jpg
p7200418.jpg
p7200420.jpg
p7200478.jpg
p7210498.jpg
p7210500.jpg
p7260584.jpg
p7260623.jpg
p7280696.jpg

Galeria

fot. 1
fot. 2
fot. 3
fot. 4
fot. 5
fot. 6
fot. 7
fot. 8
fot. 9
fot. 10
fot. 11
fot. 12
fot. 13
fot. 14
fot. 15
fot. 16
fot. 17
fot. 18
fot. 19
fot. 20
fot. 21
fot. 22
fot. 23
fot. 24
fot. 25
fot. 26
fot. 27
fot. 28
fot. 29
fot. 30
fot. 31

Komentarze:

Zastrzeżenie

Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących — redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ACTIVENET - strony www, sklepy internetowe - Marki, Warszawa

skocz do góry